Astrologia i nauka w redakcji „Miesięcznika Literackiego” (część 3/3)

Robert Marzewski
www.robertmarzewski.pl

W tekście poniższym przedstawiony został stenogram ze spotkania (część 3 z 3), jakie miało miejsce 1975 roku w redakcji „Miesięcznika Literackiego”. Uczestniczyły w nim osoby reprezentujące zarówno środowisko astrologiczne (Leszek Szuman, Zygmunt Koehler, dr Anna Jędrychowska), jak i osoby z astrologią na co dzień niezwiązane, ale mające przy tym zrozumienie jej naczelnych zasad, jak też i obszerną znajomość tematu, częstokroć przy tym z perspektywy własnych zainteresowań i specjalności.

(zachowano pisownię oryginalną)

Część 1. http://www.astrolab.org.pl/blog/astrologia-i-nauka-w-redakcji-miesiecznika-literackiego-czesc-1-3/

Część 2. http://www.astrolab.org.pl/blog/astrologia-i-nauka-w-redakcji-miesiecznika-literackiego-czesc-2-3/

J. ALEKSANDROWICZ: – Wiadomo, że Słońce jest warunkiem istnienia biosfery. Zmiany w jego aktywności muszą więc wywierać wpływ na stan żywych organizmów, którego bliższe określenie wymaga żmudnych jeszcze i wnikliwych badań. W ramach naszych poszukiwań ekologicznych uwarunkowań procesów proliferacyjnych zajęliśmy się oceną wpływu niektórych typów promieniowań na żywe ustroje.
Pomijając rolę biologiczną aktywności słonecznej, która nie może być obojętna ani dla zjawisk mutacyjnych, ani wirulencji zarazków, podkreślamy, że spośród wielu typów promieniowań powstałych w czasie erupcji Słońca  nasila się emisja krótkofalowego promieniowania o wysokiej częstotliwości, którego biologiczny wpływ jest znany. Na przykład fale długości 1,5 mm wywierają wpływ na podział komórek roślinnych. Wiadomo z prac astronomów, że istnieje korelacja między nasileniem erupcji na Słońcu a intensywnością tego promieniowania. Dlatego też, nie wnikając w mechanizmy fizyczny tego zjawiska, badamy współzależność między aktywnością Słońca w częstością występowania białaczek.
Na podstawie ksiąg ruchu chorych w klinikach chorób wewnętrznych i chorób dzieci AM oraz analogicznych oddziałach szpitali zlokalizowanych na terenie regionu krakowskiego ustalono liczby chorych na białaczkę w regionie krakowskim w latach 1951-1960. Jednostką statystyczną był każdy hospitalizowany i zarejestrowany przypadek świeżego zachorowania na białaczkę w badanym okresie, jeśli taki chory zamieszkiwał w tym czasie region krakowski.
Na podstawie uzyskanych danych obliczono wskaźniki częstości białaczek w poszczególnych miesiącach kolejnych lat kalendarzowych badanego okresu w przeliczeniu na 100 000 mieszkańców.
Stwierdzono istnienie dodatniej, statystycznie istotnej, ale słabego stopnia korelacji między miesięcznymi wskaźnikami częstości występowania białaczek w regionie krakowskim a przeciętną dla danego miesiąca aktywnością Słońca.
Mutacyjne działanie energii jonizującej różnego typu jest sprawą znaną. Skoro proliferacja nowotworowa jest uwarunkowana kompleksowym działaniem leukogenów natury biofizycznej, chemicznej i fizycznej, nie można oprzeć się wrażeniu, że któryś z czynników pochodzenia kosmicznego aktywizuje onkogenezę. Zdaje się za tym przemawiać to, że moc współzależności między nasileniem aktywności słonecznej a częstością hospitalizacji przypadków białaczek jest nieco większa przy uwzględnianiu rocznego przesunięcia. Być może, że początek procesu proliferacyjnego wystąpił wcześniej, a kliniczne objawy białaczki pojawiły się dopiero po kilkunastu miesiącach. Oczywiście ta nasza supozycja nie wykracza poza ramy hipotezy.

W. KONARZEWSKA: – Jestem bardzo daleka od traktowania astrologii jako jakiejś formy wróżbiarstwa czy determinacji. Wydaje mi się, że jest to po prostu naiwny sposób patrzenia na świat człowieka sprzed tysięcy lat. Moim zdaniem kosmiczne wpływy to tylko jeden z czynników determinujących nasze życie.Oddziałują na siebie zarówno wszystkie żywe organizmy, jak i materia, Ziemia i wielki kosmos. Wydaje mi się, że taki astrobiologiczny sposób widzenia świata starych cywilizacji – które uważały, że istnieje wpływ kosmosu na życie na Ziemi, że istnieje jakieś zgranie rytmów kosmicznych i biopsychicznych – jest jakąś dialektyczną, nie waham się użyć tutaj tego słowa, grą przeciwieństw w oparciu w oparciu o cztery żywioły – to jest po prostu sposób widzenia świata, który bliższy jest nam współcześnie niż na przykład to, do czego się odwołujemy, traktując jako racjonalizm, a co, w moim przekonaniu, jest po prostu spekulacją opartą na statystycznym i błędnym sposobie myślenia. Jeśli ludzkość zboczyła kiedyś z tamtej drogi, którą zapoczątkowały najstarsze cywilizacje wierzące w harmonię kosmosu, to zboczyła poprzez myśl chrześcijańską, która uznała człowieka i sam fakt życia za fakt zaistniały poprzez ingerencję Bóstwa, fakt statystyczny, nie mający związku z całością przyrody. Engels w Dialektyce przyrody pisał przed stu laty, że cała nasze oficjalna fizyka, chemia, agrobiologia i medycyna są szalenie geocentryczne. Rozpisane i liczone tylko dla Ziemi, tak jakby ta była ciągle pępkiem Wszechświata. … Moim zdaniem, ten cytat Engelsa dopiero w naszych czasach traci swoją aktualność. Widzimy wciąż zjawiska przyrodnicze w sposób statyczny, wyizolowany. Nie darmo mówi się o potrzebie kosmizacji nauki, o potrzebie traktowania wszystkich zjawisk, jakie istnieją na Ziemi, w aspekcie wielkiego kosmosu, który stale do nas mówi różnymi głosami, szepcze różnymi rodzajami fal, sił, wybuchów, układów polowych itd. Nie znamy przecież wszystkich oddziaływać kosmicznych. Nie rozumiemy jeszcze ich ingerencji. Ne przykład weźmy badania prof. Piccardiego prowadzony w ramach Międzynarodowego Roku Geofizycznego. Wykazały one, że reakcja chemiczna przebiega inaczej w zależności od szerokości geograficznej czy od pory dnia. Jest to wpływ kosmosu – promieniowania, radiacji słonecznej, układów polowych. Zwróćmy przy tym uwagę, że żywa komórka składa się w 80 proc. z wody i w każdej chwili przebiegają w nas miliony reakcji chemicznych, które podlegają tym wpływom.

S. GORGOLEWSKI: – Jest to chyba niebezpieczne stwierdzenie, dlatego że…

W. KONARZEWSKA: – Ale to są badania… U nas zresztą wyjdzie książka na ten temat, w serii „Omega”.

S. GORGOLEWSKI: – Normalnie energie termiczne, którymi są głównie temperatury, determinują ruchy molekuł, drobin, i to jest wyraźnie widoczne. Nie neguję tego, że jakieś inne czynniki, które są mało uchwytne, mają jakiś wpływ, ale dlaczego tych rzeczy wyraźnie nie odczuwano poprzednio…

W. KONARZEWSKA: – Zapisałam tutaj cytat z książki Piccardiego: radiacja kosmiczna przenikająca ściany laboratorium to nasila, to osłabia ruch molekuł w krążeniu. To dziwne, że chemicy od tylu stuleci wiedząc, że ta sama reakcja przebiega różnie w zależności od pory dnia i szerokości geograficznej, widzieli w tym tylko przypadek.

S. GORGOLEWSKI: – Może przytoczę jeszcze inny przykład. Do niedawna sądzono, że życie powstało w oceanie. Dzięki rozwojowi radioastronomii wykryto teraz szereg molekuł organicznych, nawet takich, które są zalążkami DNA. Na przykład mogą tworzyć jakieś substancje organiczne albo białka, lub też bardziej skomplikowane związki, które są już drogą pośrednią do bardziej złożonych związków chemicznych. W chmurach kondensującej się mgławicy gazów, gdy nie zapaliła się jeszcze gwiazda centralna, a sama mgławica dopiero zaczyna świecić, znajdują się już bardzo skomplikowane molekuły. Ci, którzy kiedyś mówili, że życie dotarło do nas z Wszechświata, mogą mieć rację. Bardziej może nić ci, którzy mówili, że powstało w morzu. Żyjemy na jednej z planet i nie potrafimy dać dzisiaj odpowiedzieć na to, czy życie jest dość powszechnym zjawiskiem we Wszechświecie. Tak więc, astronomowie zajmują się między innymi i tym, ponieważ w widmie radiowym jest największe prawdopodobieństwo sygnałów i ich wykrycia z bardzo dużych odległości.
Jeśli chcielibyśmy z kimś bardzo dalekim porozmawiać, to potrafimy zbudować dzisiaj urządzenia, które mogą wykryć sygnał na odległość setek lat świetlnych. Jest to możliwe przy obecnym stanie naszej techniki, która nagle wybuchła w kosmicznej skali czasu. Podkreślam jeszcze raz – wybuchła, ponieważ od czasu, kiedy powstało radio, do momentu osiągnięcia prawie perfekcji technicznej upłynęło bardzo niewiele czasu w porównaniu z czasem istnienia Ziemi. Cywilizacje wybuchają, zwłaszcza techniczne, Uważam, że tylko cywilizacja techniczna pozwoli nam, tak nam się wydaje, uzyskać daleką łączność.

K. MICHAŁOWSKI: – Proszę Państwa, ja też parałem się stawianiem horoskopów po powrocie z obozu. Jest jakaś niechęć, obawa mówienia o astrologii, drukowania i traktowania jej poważnie. Wróżbici to są niepoważnie ludzie, którzy opowiadają niepoważne rzeczy. Z drugiej strony istnieje luka w badaniach historycznych dotyczących astrologii, wyjaśniania całego procesu rozwoju astrologii od czasu, kiedy ona powstała. Coraz to nowsze odkrycia z dziedziny antropologii są dla nas, powiedzmy, archeologów przerażające… Jak na przykład wyglądały obserwacje gwiezdne w starożytnym Egipcie przy bardzo prymitywnych możliwościach obliczeń matematycznych? Otóż na dachu świątyni siedzieli naprzeciwko siebie dwaj kapłani. Zmieniali się co godzinę czy co dwie godziny, bo więcej by nikt nie wytrzymał. Każdy z nich miał zwój papirusu, na którym zaznaczył ruch planet nad rysunkiem głowy swego towarzysza, nad uchem , nad okiem itd. Bardzo długa obserwacja stworzyła to, co stanowi dzisiaj o poziomie wiedzy astronomicznej w tym czasie. Ponieważ jednak nauka dla nauki czy sztuka dla sztuki to są bardzo nowoczesne pojęcia, a w starożytności ich nie było, wszystko musiało być bardzo praktycznie wykorzystane. Tą drogą dokonano innych obserwacji. Obserwacji, jak to się dzieje z ludźmi. Słusznie powiedziano, że astrologia istniała tylko dla bardzo wąskiego grona ludzi, ale nie powiedziałbym, że tylko dla władców czy wysokich dostojników. Na przykład uprawiał do tego zawód architekta. Jeżeli był dobrym architektem, to miał swój horoskop narysowany w swoim grobowcu, ja na przykład Senmut.
Mając teraz zapiski i bardzo szczegółowe dane z przebiegu życia pewnych ludzi, można było po długim okresie czasu dojść do pewnych stwierdzeń i takich obserwacji, które mogłyby stworzyć podstawy jakiegoś systemu. Powiadam: mogły, ale nic o tym nie wiemy. Mamy inne powody na to, że długi, bardzo długi cykl obserwacji daje wyniki takie, które nam się wydają niemożliwe.
Nie możemy negować, że astrologia istniała. Nie możemy negować, że nią się posługiwano. Ba, nadużywano jej. Dlaczego nie znamy wielu horoskopów? Horoskop był rzeczą tajną, znając horoskop człowieka, można było z góry określić jego wartość, jego przydatność.

L. SZUMAN: – W starożytnym Rzymie karano śmiercią za zdradzanie horoskopu.

K. MICHAŁOWSKI: – Tak, to byłą niebezpieczna rzecz. Nie tylko w Rzymie, ale i w okresie Wallensteina.

W. KONARZEWSKA: – W krajach Trzeciego Świata jest podobnie, ludzie ukrywają swoje horoskopy.

K. MICHAŁOWSKI: – To jest tajemnica. My wiemy, że wybitni ludzie bardzo często korzystali z pomocy astrologów, przy każdym politycznym posunięciu.
Wydaje się, że jest to rzeczą bardzo ważną dla panów, dla ludzi, których obowiązkiem społecznym, jeśli można się tak wyrazić, jest w jakiś sposób bronić astrologii, a nie izolować się.

L. Szuman: – Ale jak?

K. MICHAŁOWSKI: – Trudności posiada każdy człowiek. Któryś z panów musi o tym wiedzieć. Trudno wymagać, żebym ja na przykład myślał o astrologii. Nie ma na to po prostu czasu, mam inne obowiązki społeczne.
Dobrze byłoby sprawdzić horoskopy postaci historycznych, w jakiej mierze horoskop był zgodny z życiem człowieka. Tu nie chodzi o złamanie nogi, palca czy ból zęba. Pan ma rację, przepowiednia złamania palca też teoretycznie byłaby możliwa, przyjmując założenie, że astrologia jest tak rozbudowanym systemem, dyscypliną, że można by to było obliczyć.
Wszystko można obliczyć, ale do tego potrzeba komputerów i dużej ilości czasu. Kiedyś mówiono mi, że w Tybecie można postawić człowiekowi horoskop z godziny na godzinę jego życia.
Na ogół chodzi tutaj o pewne predyspozycje. Starożytni sami mówili, że właściwie horoskop czy znajomość losu wnikająca z układu gwiazd ułatwia człowiekowi życie. Staje się to dla niego istotne, on wie, że jest predysponowany do rady, nie do czynu; nie do koncepcji, ale do wykonania jej. W Afryce Północnej znajdują się horoskopy w grobowcach z okresu rzymskiego. Tych ludzi stać było na to, aby sobie takie horoskop zrobić i mieć ułatwione życie. Za życia pewnych rzeczy dany osobnik będzie się wystrzegał, a inne będzie starał się robić.
Należy rozstrzygnąć kwestię, jaki moment my przyjmujemy za moment urodzenia. Żaden lekarz przecież tego nie stwierdzi. Krzyk dziecka to nieprawdziwe określenie. Starożytni stawiali na moment poczęcia.

L. SZUMAN: – Nie. Żaden lekarz…

K. MICHAŁOWSKI: – Powtarzam, starożytni Rzymianie i Grecy stawiali horoskopy na moment poczęcia. To był prawdziwy horoskop. Chodzi o predyspozycje. Z tego, co państwo, przedstawiciele nauk ścisłych, powiedzieliście na ten temat, wynika, że właściwie to jest możliwe, ale my jesteśmy w tej chwili tak troszeczkę zawieszeni w próżni. Z jednej strony odkrycia najnowsze w dziedzinie genetyki przerażają nas, że ktoś za naszego życia będzie mógł zmienić ludzi. Straszne odkrycia, bo humanistycznie nie jesteśmy przygotowani do wykorzystania odkryć, jakie daje najnowsza biologia. Humanistycznie jeszcze jesteśmy zacofani i nie jesteśmy w stanie sensownie wykorzystać najnowszych osiągnięć nauki. Z drugiej strony, nie możemy wracać do średniowiecza i do jego praktyk i powiedzieć: stawiam panu horoskop, teraz, proszę pana, to tylko jest ważne. To jest determinizm i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Jest pewien margines możliwości, chrześcijaństwo zburzyło koncepcję starożytną, zbudowaną także w pewnym sensie na astrologii. Ze względu na determinizm, ze względu na to, że nie było miejsca na wolną wolę…

Z. KOEHLER: – Owszem, jest miejsce.

K. MICHAŁOWSKI: – Chyba nie. Wyjaśnienie wartości znaków zodiaku i układów planet w poszczególnych znakach – to są bardzo ciekawe rzeczy, fascynująca historia.

L. SZUMAN: – …bardzo.

K. MICHAŁOWSKI: – Tak, proszę pana, to jest sprawa, która nie jest solidnie zbadana ani przez historyków…

L. SZUMAN: – …przez nikogo.

K. MICHAŁOWSKI: – Właśnie. Wiemy, ze pewne zagadnienia telepatii, parapsychologii są dziś bardzo aktualne. Jak przekazywać sygnały do łodzi podwodnych, które znajdują się pod lodem, gdzie żadne sygnały radiowe nie dochodzą. Więc z telepatią czynione są próby. W starożytności, w pewnych okresach historycznych, astrologia miała bardzo duże znaczenie, ale wtedy decyzje leżały w rękach jednostek, ludzie nie liczyli się, byli praktycznie niewolnikami. Dzisiaj jest inaczej, również z astrologią; jej uprawianie jest rzeczą zacznie trudniejszą. Egipcjanie wierzyli, że życie ludzkie na ziemi jest epizodem krótkotrwałym. Właściwie życie zaczyna się po śmierci, ale ten ziemski epizod należy porządnie przeżyć.

L. SZUMAN: – Astrologia byłaby pożyteczna w psychiatrii. Wiem to z doświadczenia. Widzę od razu, z kim mam do czynienia. Pacjent może mi kłamać, może mówić, co chce. Miałem niedawno taki przypadek. Telefonują do mnie ze szpitala, że mają na stole operacyjnym pacjenta i chcą wiedzieć, co to jest za człowiek. Po dziesięciu minutach powiedziałem: – To jest ciężki psychopata, erotoman, który idzie przez życie widząc same nagie kobiety, jakieś sceny itd. Lekarz mówi mi, że mam rację. Dostał osiem lat za zgwałcenie małej dziewczynki.

W. KONARZEWSKA: – Chciałam zwrócić uwagę państwa, że właściwie wszystkie ludy starożytne stawiały horoskopy, wiązały głównie cechy osobowości z datą urodzenia. Raz symbolika zodiaku oparta była na drzewach, kiedy indziej na zwierzętach, jak w chińskiej tradycji. Prawdę mówiąc, to ludzkość nie trzymałaby się dziesięciu tysięcy lat bezsensu, gdyby to był bezsens…
Chciałabym teraz podać taką małą ciekawostkę. Jak wiadomo, symbolika znaków zodiaku, którą widzimy w horoskopach, ma charakterystyczny układ graficzny. Skąd się to wzięło? To jest fascynujące, gdy się pomyśli, w jaki sposób pierwotne, stare cywilizacje posługiwały się harmonią kosmosu. Astrologia ma ścisły związek z alchemią. Okazuje się, że różdżka, a raczej wahadełko, to, czym posługują się różdżkarze w poszukiwaniu wody, na poszczególnymi metalami, które symbolizują właśnie planety i gwiazdozbiory w alchemii, porusza się w sposób charakterystyczny – taki, jaki mamy określony w grafice zodiaku. Więc jak głęboko to sięga?

Z. KOEHLER: – Chciałbym dorzucić maleńką uwagę na temat wolnej woli. Otóż istnieje starożytne przysłowie znane między astrologami: astra inclinant non necessitantgwiazdy nakłaniają, ale nie zmuszają. Nie musi się koniecznie spełnić, ale są predyspozycje. Kto ma dostatecznie silną wolę, może się temu oprzeć.

A. JĘDRYCHOWSKA: – Na marginesie pani przemówienia chciałabym podać ciekawostkę związaną z alchemią. Dwóch współczesnych francuskich fizyków zaczęło destylować wodę sposobem alchemicznym, po dwóch latach otrzymali wodę ciężką. W średniowieczu ruda radioaktywna była w bardzo wysokiej cenie na rynku alchemicznym. Jeśli skojarzymy te dwie wiadomości, to czy tajemnica, jaką alchemicy otaczali swe doświadczenia i badania, nie była uzasadniona?

K. MICHAŁOWSKI: – Panowie tutaj cytujecie, że: do pana zadzwoniono kliniki, a panu przysłano kartkę. Ja nigdy nie obliczałem efemeryd, wiedziałem, jak wyglądają, ale nigdy nimi się nie posługiwałem. W czasie wojny siedziałem w obozie, z marynarzami, z których każdy z efemerydami miał do czynienia. Ciągle stawiali horoskopy. Gdy dwa tygodnie po wojnie wyszedłem z obozu, pojechałem na plażę. Pojechali ze mną moi współpracownicy z Muzeum Narodowego. Jedna z pań ponoć coś wiedziała, że interesowałem się horoskopami. Poprosiła, abym postawił jej horoskop. Narysowałem na piasku koło i obliczyłem tak, jak pamiętałem, układ planet, orientacyjnie. Powiedziałem jej: „Proszę pani, jak pani żyje, przecież pani urodziła się w strasznym momencie. Moment urodzin dla każdego człowieka jest trudny, ale pani nie powinna byłą się w ogóle urodzić”. Ona zbladła. „Urodziłam się – mówi – rzeczywiście w okropnej chwili. Moja matka urodziła mnie na bryczce, uciekając z płonącego Kalisza, podczas bombardowania przez Niemców…”

W. KONARZEWSKA: – Wydaje mi się jednak, że żyjąc w społeczeństwie, w różnych uwarunkowaniach psychicznych i społecznych trochę inaczej kieruję swoim losem, niżby to gwiazdy wskazywały. To jest tylko jeden z czynników, nie determinacja – daleka jestem od takiego sposobu patrzenia. Natomiast interesuje mnie bardzo, i wydaje mi się , że jest to sprawa przyszłości – astrobiologia medyczna. Chciałam państwu powiedzieć, że w Czechosłowacji, w mieście Nitra, od kilku lat dr Jonasz z zespołem pracuje nad niektórymi problemami z tej dziedziny. W swoim czasie określano jego badania i zespół jako Instytut „Astra”. Będąc w Pradze na Kongresie Parapsychologii interesowałam się innymi sprawami niż astrologia. Ale wiem, że jedna z sekcji tego Kongresu debatowała na tematy astrologii pod kierunkiem antropologa z Pragi, dra Raczyńskiego. On sam zresztą podjął żmudne badania nad astrobiologicznymi uwarunkowaniami wypadkowości, operując materiałami statystycznymi ze Związku Inwalidów.

L. SZUMAN: – Jemu darowano komputer, żeby mógł obliczać.

W. KONARZEWSKA: – Z osobistej rozmowy z doktorem Raczyńskim wiem, że są statystyczne obliczenia dra Jonasza dotyczące na przykład zachorowalności na choroby psychiczne. Podobno są znaczące korelacje między psychozami a datą i porą urodzenia. Dało się więc częściowo potwierdzić, że pewne układy kosmiczne wydają się działać jakby mutagennie i po prostu powodują jakieś szkodliwe mutacje. Dr Jonasz mówił nawet, że są pewne okresy, w których dzieci nie powinny być poczynane. Czy może to być rezultatem grawitacji? Przypomnijmy sobie, co się działo na pokładzie Skylaba, jakie kłopoty mieli kosmonauci z grawitacją. Czy zaburzenia grawitacyjne, związane z układami ciał niebieskich, nie mogą wpływać mutagennie poprzez na przykład deformację łańcuchów DNA? Statystycznie ileś tam dzieci rodzi się stale z wadami rozwoju. Opiniujemy: przypadkowe uszkodzenia genotypu. Ale czy naprawdę w przyrodzie jest miejsce dla przypadku? To tylko niedoskonałość naszego poznania.
Raka od wielu dziesiątkach lat poszukujemy stale na Ziemi, szukając uwarunkować w strukturze biochemicznej. Tymczasem, być może, są to jakieś uwarunkowania kosmiczne, które kierują tą degradacyjną mutacją komórki. Przed 50 laty prof. Czyżewski stworzył komórkom raka różne warunki kosmiczne, umieszczając jedne w drewnianym, drugie w ołowianym pojemniku. Otrzymał odmienne rezultaty – komórki chronione ołowiem rozwijały się znakomicie. Prof. Aleksandrowicz także potwierdził przecież, że więcej przypadków białaczki notuje się w rok po nasileniu wybuchów na Słońcu.

W. SOKORSKI: – Chciałbym zadać jeszcze jedno pytanie, jeżeli państwo pozwolą. Przeważnie mówimy o astrologii w związku z losem człowieka, wychodząc z dwóch punktów widzenia: oddziaływania kosmosu na biologię i psychologię jednostki ludzkiej, chociażby promieni kosmicznych i fal radiowych, i o uwarunkowaniach, pod wpływem określonych gwiazd, predyspozycji psychicznych i biologicznych człowieka już z chwilą jego narodzin. Sądzę jednak, że jest chyba jeszcze jedno zagadnienie, jeżeli mówimy o tych sprawach. Chodzi mi o wpływ takich zjawisk na psychologię i biologię człowieka, jak plany, wybuchy i wyładowania energii świetlnej i kosmicznej na Słońcu, i to nie tylko na poszczególne jednostki, lecz całe społeczeństwa. Zarówno więc o nasilenie chorób nowotworowych, o którym to zjawisku mówił prof. Aleksandrowicz, jak i o nasilenie agresywności w stosunkach międzyludzkich, do wybuchów wojen włącznie, zwłaszcza typu plemiennego, które, niezależnie od obiektywnych społeczno-ekonomicznych przyczyn, ulegają jakby okresowemu zaostrzeniu na skutek zmian zachodzących w otaczającej Ziemię atmosferze kosmicznej. Sporo na ten temat pisze się w prasie światowej, popularnonaukowej, oczywiście ciągle w sferze hipotez, i jest rzeczą interesującą, co państwo sądzą na ten temat. Wydaje mi się, że starożytne legendy na temat wypływu komet na wydarzenia w zbiorowiskach ludzkich mają w pewnym sensie źródło w tego rodzaju zjawiskach.

S. GORGOLEWSKI: – Kometa Halleya przed pierwszą wojną światową.

W. SOKORSKI: – Istotnie. Miałem ją możność obserwować mając sześć lat, a później z bzdurnej przyczyny, jakim był zamach w Sarajewie, wybuchła wojna światowa (śmiech).

W. KONARZEWSKA: – Nie są to sprawy, myślę o zjawiskach kosmiczno-atmosferycznych, bez określonego wpływu na zachowanie człowieka, a nawet społeczeństw ludzkich.

W. SOKORSKI: – Oczywiście, nie twierdzę, że wojna tylko dlatego wybuchła. Decydującym był układ społeczno-polityczny świata, możemy najwyżej mówić o nasileniu stanu powszechnej agresywności, w wyniku, o czym dzisiaj mówiliśmy, uwarunkowań biologiczno-psychicznych i społeczno-politycznych, z których nie zawsze zdajemy sobie sprawę, mimo że nieraz dają tak wybuchową mieszankę, jak powszechne wyniszczanie się narodów. Oprócz zjawisk czysto biologicznych, jak nasilanie się epidemii i chorób nowotworowych, nie zawsze wytłumaczalnych wyłącznie obiektywnymi przyczynami, do sfery tych fenomenów można by zaliczyć nagłe wahnięcia demograficzne, których punktów odniesienia nie należy szukać wyłącznie w sferze wydarzeń społeczno-ekonomicznych, jak chociażby nagły skok w rozwoju demograficznym Indian w Północnej i Południowej Ameryce. Nic nie jest tak zależne od spraw atmosferycznych jak miłość. Pani Konarzewska, jako młoda kobieta, powinna była coś na ten temat powiedzieć, a może i pocieszyć nas, że podobna szansa jak dla Indian istnieje dla białej rasy (śmiech).

W. KONARZEWSKA: – Szansa oczywiście istnieje, chociaż nie wszystkie rasy reagują tak samo na zjawiska kosmiczno-atmosferyczne.

L. SZUMAN: – To widać z każdego horoskopu.

W. KONARZEWSKA: – Na te fenomeny mają wpływ nie tylko gwiazdy, lecz również Księżyc.

L. SZUMAN: – Oczywiście. To jest bardzo łatwe do stwierdzenia.

W. SOKORSKI: – W plemionach afrykańskich i w Nowej Gwinei do dzisiaj mają miejsce noce, podczas których kopulacja zbiorowa, o niesłychanym jak na nasze stosunki natężeniu, ma charakter obrzędu. Znane są na ten temat prace prof. Malinowskiego, dotyczące miłości dzikich. Dzisiaj „dzikich” jest coraz mniej, ale miłość została.

J. WOŁOSIUK: – Przed chrystianizmem w Europie było podobnie.

W. SOKORSKI: – Mam wrażenie, że badanie tych zjawisk ma zasadnicze znaczenie dla równowagi demograficznej na świecie, która komplikuje się coraz bardziej. W naukowych pracach współczesnych biologów mówi się o tym coraz otwarciej. Stwierdza się nawet, że tak samo jak w dziedzinie zjawisk astrologiczno-kosmicznych, można i w biologii mówić o naukowej rewolucji. Niezależnie od tego, ciągle jeszcze nie wyjaśnionego do końca problemu, w stosunkach międzynarodowych jest coraz więcej zagadnień, na które nie potrafimy wyczerpująco odpowiedzieć, a tym bardziej nimi świadomie pokierować. Nie przypuszczam, żeby nasza dyskusja cokolwiek i tej sprawie wyjaśniła, lecz wydaje mi się, że potrafiła rzucić interesujące światło na miejsce Ziemi w kosmosie i na konieczność kompleksowego widzenia zagadnień: Ziemia – kosmos i kosmos – Ziemia. Może do tych spraw wrócimy jeszcze w artykułach.

W. KONARZEWSKA: – Nauka dopiero od 500 lat obserwuje korelacje dziejów społeczeństw z cyklem Słońca. Są to bezsporne uwarunkowania.

W. SOKORSKI: – Mogłaby pani na ten temat napisać artykuł.

W. KONARZEWSKA: – W całokształcie tych obserwacji znajdują się również komety. Kiedyś przed laty mówiono, że niebo pociemniało, a potem przyszła susza i głód, nieszczęścia i wojny, dzisiaj stwierdzamy, że w związku z cyklicznością aktywności Słońca, zmianami pola elektromagnetycznego, w wyniku czego następuje jonizacja powietrza, niebo rzeczywiście jaśnieje lub ciemnieje i w konsekwencji występują różne zjawiska atmosferyczne, w rodzaju suszy, powodzi, cyklonów, katastrof żywiołowych, nagłego ożywienia wulkanów, trzęsień ziemi, a w rezultacie zjawisk głodu, chorób, nieszczęścia, a w dawnych czasach wojen. Do wszystkich tych fenomenów współczesna medycyna dorzuca niebłahe sprawy, jak nagle nasilająca się złośliwość wirusów, nowotworów i zmian organicznych w biologii, a co za tym idzie, i w psychologii.

S. GORGOLEWSKI: – Potwierdzam, że to, co mówi Pani Konarzewska, jest dzisiaj przedmiotem badań nie tylko medycyny, lecz wszystkich nauk ścisłych. Ostatnie dziesięć lat, jak już mówiłem, przyniosło w tych dziedzinach prawdziwe rewelacje.

L. SZUMAN: – Również w astrologii.

W. SOKORSKI: – Na tym, wydaje mi się, zakończymy dyskusję. Jeszcze raz dziękuję państwu za wzięcie udziału w tej interesującej rozmowie.

Część 1. http://www.astrolab.org.pl/blog/astrologia-i-nauka-w-redakcji-miesiecznika-literackiego-czesc-1-3/

Część 2. http://www.astrolab.org.pl/blog/astrologia-i-nauka-w-redakcji-miesiecznika-literackiego-czesc-2-3/

Źródło: „Miesięcznik Literacki”, sierpień 1975, s. 75-88.

Robert Marzewski
www.robertmarzewski.pl

3 Replies to “Astrologia i nauka w redakcji „Miesięcznika Literackiego” (część 3/3)”

  1. Pingback: Astrologia i nauka w redakcji „Miesięcznika Literackiego” (część 2/3) – Instytut Badań nad Astrologią "AstroLab"

  2. Pingback: Astrologia i nauka w redakcji „Miesięcznika Literackiego” (część 1/3) – Instytut Badań nad Astrologią "AstroLab"

  3. Pingback: Astrologia i nauka w redakcji „Miesięcznika Literackiego” (część 3/3) - Astrolog Robert Marzewski - horoskopy profesjonalne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*